
musical w 2 aktach
- dla Michała Znanieckiego za reżyserię
- dla Luigi Scoglio za scenografię
- dla Dariusza Niebudka za role Rogera de Billa i Maksa Białystoka
Duża Scena
Czas trwania: 180 min. z 1 przerwą
przekład: Daniel Wyszogrodzki
reżyseria: Michał Znaniecki
choreografia: Piotr Jagielski
scenografia: Luigi Scoglio
kostiumy: Ilona Binarsch
kierownictwo muzyczne: Jerzy Jarosik
polska prapremiera: 28 czerwca 2009
obsada:
Max Białystok: Jacenty Jędrusik w dniach 14-18 i 26 grudnia / Dariusz Niebudek (gościnnie)
Leo Bloom: Paweł Strymiński (gościnnie) w dniach 14, 15 i 16 grudnia 2011 / Sebastian Ziomek w dniach 17, 18 i 26 grudnia 2011
Ulla Swanson: Barbara Ducka w dniu 16 grudnia 2011 / Katarzyna Hołub w dniach 14, 15, 17, 18 i 26 grudnia 2011
Roger de Bill: Dariusz Niebudek (gościnnie) w dniach 14, 15, 18 i 26 grudnia 2011 /Jarosław Czarnecki w dniach 16 i 17 grudnia 2011
Carmen Yola:Sebastian Ziomek 14, 15, 16 grudnia 2011 / Kamil Baron w dniach 17, 18 i 26 grudnia 2011
Ekipa Rogera:Izabella Malik, Marek Chudziński, Bartłomiej Kuciel, Krzysztof Włosiński
Franz Liebkind: Adam Szymura
Macaj Obracaj: Stanisława Łopuszańska (gościnnie) / Anna Ratajczyk
Trzy jurne staruszki: Ewa Grysko, Anna Ratajczyk, Alona Szostak
Marks / Sędzia / Johann / Zarządca więzienia: Andrzej Kowalczyk
Jack, policjant: Dominik Koralewski
Żołnierz: Marcin Wawrzynowicz
Pianistka:Lena Minkacz
oraz
Katarzyna Buczkowska, Jolanta Gabor-Chavez, Natalia Gajewska, Beata Jabłońska-Rakoczy, Katarzyna Korzec, Natalia Kurzawa, Małgorzata Mazurkiewicz, Małgorzata Ochabowicz, Larysa Policińska, Sonia Sosna, Barbara Duszczak, Emanuela Żukowska, Sebastian Chwastecki, Tomasz Drożdż, Kamil Guzy, Kryspin Hermański, Grzegorz Kaczmarczyk, Jakub Lewandowski
oraz
zespół wokalny i orkiestra Teatru Rozrywki pod dyrekcją Jerzego Jarosika





Reżyser Michał Znaniecki pokazał poprawny gatunkowo i artystycznie spektakl, z wieloma smakowitymi scenami. Przekład Daniela Wyszogrodzkiego zasługiwać może na uznanie, choć ilość tekstu w wielu momentach była nieuzasadniona. Szatańska intryga śmieszy wszystkich, nawet nas, traumatycznych Polaków, historię najczęściej odbierających na serio i bez dystansu , szczególnie Hitlera i jego niszczycielską doktrynę. Komiczny jest casting do roli Adolfa, którego uczestnikami są dewianci, dziwacy i kompletni amatorzy sztuk wszelakich, czyli poszukiwani ryzykanci w planie Maxa i Leo. Śmieszą gołębie ze swastykami na skrzydłach, bawi Ulla (Katarzyna Hołub) urokliwie kalecząca język i ściągająca wzrok publiczności swoimi wdziękami, przeurocze są niektóre staruszki-inwestorki (na szczególne uznanie zasługuje 90-letnia aktorka Stanisława Łopuszańska, z wigorem i wdziękiem poruszająca się po scenie; brawo za fantazję przyjechania na FTM). Zadziwienie wzbudzają niezwykle wysokie tancerki z liczydłami na głowach, o gabarytach wykraczających poza standardy. Scenografia Luigio Scoglioniego wydobywa groteskowy charakter musicalu. Majstersztykiem jest nawiązująca stylowo do „Metropolis” dekoracja w scenie rozgrywającej się w biurze, w którym pracuje Bloom czy dom schadzek Maxa ze staruszkami. Ciekawy scenograficznie jest również pokoik Maxa producenta. Kostiumy Ilony Binarsch w castingu, podczas wystawiania "Wiosny Hitlera” czy sukienka de Billa (stylistycznie nawiązująca do katowickiego Spodka; na głowie de Bill nosił dumnie kapelusik a’la pomnik Powstańców Śląskich w Katowicach) to godna pochwały koncepcja dbałości o detale.
Aktorsko wyróżnia się Jacenty Jędrusik. Przekonywująco,trochę w starym stylu, gra urokliwego wyjadacza w showbiznesie, który stosuje zasadę, że cel uświęca środki. Jędrusik grał Maxa lekko, organizując działania sceniczne wszystkich postaci. Wyróżnili się również Dariusz Niebudek w roli Rogera de Billa i Sebastian Ziomek jako Carmen Yola, grających emocjonalnie chwiejnych homoseksualistów. Miłym zaskoczeniem było finałowe pokazanie się na scenie orkiestry Teatru Rozrywki.Zawiódł na całej linii Antoni Szymura w roli Franza Liebkinda, faszystowskiego autora
"Wiosny Hitlera".
Sceniczni „Producenci” zawierają wiele elementów brooksowego stylu.Absurd i wulgarne dowcipy (szczególnie na temat seksu) przemieszane są z łzawym i sentymentalnym „musicalowaniem”. I chyba współwystępowanie tych dwóch, wykluczających się estetyk, stanowi o wyjątkowości tytułu. Brooks zrobił klasyczny, mainstremowy musical i przemycił do niego elementy swego oryginalnego poczucia humoru. Dzięki temu udało się uniknąć katastrofy w tym bardzo karkołomnym przedsięwzięciu, jakim jest sztuka o Hitlerze, choć trzeba przyznać, że osoby o mniejszym poczuciu humoru mogłyby się czuć dotknięte widokiem uradowanego Adolfa Hitlera na scenie. To obok „Spamalota” według Monty Pythona najbardziej zwariowany i udany przykład przekroczenia estetycznego w dziejach musicalu. Więcej...
To była zadyma w... dobrym stylu. Trzy i pół godziny balansowania na wszelkich możliwych granicach - obyczajowej, teatralnej, towarzyskiej - i ani jednego upadku!
Polska premiera musicalu Mela Brooksa Producenci w chorzowskim Teatrze Rozrywki (spektakl prapremierowy odbył się w niedzielę, 28.06.) powstała w zawrotnym tempie - próby trwały dwa miesiące, a rzecz wygląda jakby pracowano nad nią pół roku. Kapelusz z głowy przed wszystkimi zespołami Teatru Rozrywki. Kapelusz zdjąć wypada i przed Dariuszem Miłkowskim, który zdecydował się Producentów wystawić. Sztuka znana jest w Polsce od lat i wielu dyrektorów pałało żądzą jej realizacji. Nikt się jednak nie zdecydował. Powszechnie sądzono, że jest zbyt kontrowersyjna, a polska publiczność może poczuć się nią dotknięta.
Tymczasem sztuka Brooksa nie jest brutalną rozgrywką z konkretnym środowiskiem czy grupą społeczną. To tylko zwierciadło (mocno wykrzywiające) podstawione nie tyle ludziom, co utartym schematom, jakie mamy na ich temat. Jeśli więc Żydzi - to pazerni krętacze; jeśli geje - to zniewieściałe dziwaki; jeśli staruszki - to niewyżyte seksualnie wariatki; a jeśli długonogie blondynki - to mózg mają pod szlafroczkiem. Tak myślicie, zdaje się pytać Brooks, to ja wam te schematy wyolbrzymię i pokażę, że wszyscy oni, razem wzięci, fajniej żyją niż wy - poukładani ludzie.
Natomiast scenariusz Producentów rzeczywiście prowokuje do reżyserskiej szarży, która inteligentną kpinę szybko może zmienić w wulgarne żarcisko. Jeśli chwalić Michała Znanieckiego, reżysera Producentów, a chwalić trzeba, to w pierwszej kolejność za wyczucie stylu i smak, dzięki którym ominął pułapki dosłowności. Portrety są ostre, ale zabawne. Przywary wyolbrzymione, ale dalekie od chamskiej karykatury. Tekst - przekład Daniela Wyszogrodzkiego bardzo się inscenizacji przysłużył - pełen zaś pikantnych żartów, nie wali jednak po uszach grubiaństwem.
Treścią musicalu są perypetie dwóch producentów, którzy postanawiają wyreżyserować klapę, doprowadzić do zdjęcia sztuki z afisza, a potem zwiać z forsą (wyłudzoną od żądnych miłosnych przygód staruszek) do Rio. Sztuka, którą wybierają, to zdaje się był ten najwrażliwszy punkt Producentów, który blokował polskich realizatorów. Bo Max i Poldek decydują się na szmirę pt. Wiosna Hitlera. Na scenie pojawiają się więc swastyki, hitlerowskie pozdrowienia i mundury etc. W chorzowskiej inscenizacji to jednak najzabawniejszy fragment całości i jedyny dopuszczający karykaturę w wymiarze full. Michał Znaniecki w stu procentach zrealizował życzenie Mela Brooksa, który brał odwet na Hitlerze poprzez jego ośmieszenie.
Takiej interpretacji reżyser podporządkował formę, która momentami przypomina szaleństwo. Spektakl toczy się w takim tempie, że widz żałuje, iż ma tylko jedną parę oczu. Aktorzy grają rewelacyjnie i to w każdym planie! Para protagonistów - Jacenty Jędrusik (wyjadacz Max Białystok) i Paweł Strymiński (Leo Bloom, producent debiutant) oparta na klasycznym kontraście zachowań i postury, to aktorska brawura plus... znakomita dykcja.
I jak tu nie polubić tych cudownie barwnych wydrwigroszy, którym aktorzy serce wprost oddają (nie przestając, jako postacie, kalkulować)? Prześmieszną postać reżysera de Billa, a potem scenicznego Hitlera, wykreował Dariusz Niebudek; ostrą kreską, ale z wyczuciem granic żartu. Kapitalną parodię sentymentalnego faszysty Franza stworzył Adam Szymura (i jego gołębie!), Szwedkę Ulle rozbroiła wdziękiem Katarzyna Hołub, wybuchową mieszaninę despotyzmu i seksapilu przywódczyni staruszek, zwanej Macaj Obracaj, koncertowo zagrała Stanisława Łopuszańska!
Wszystko w tym spektaklu pasuje jak w puzzlach. Monumentalna, superpomysłowa scenografia Luigiego Scolia, oryginalna choreografia Piotra Jagielskiego i orkiestra pod dyrekcją Jerzego Jarosika, która zebrała owację, równą ekipie aktorsko-baletowo-chóralnej. Muzyka, w której Mel Brooks bawi się motywami ze słynnych musicali (z Kabaretem na czele), to kolejny atut Producentów. I tylko jedno w tym torcie było przedobrzone - fragment grany po śląsku. Niepotrzebnie, bo sztucznie. Poza tym - frajda.
(Henryka Wach-Malicka, Polska. Dziennik Zachodni)
* * *
Dość kompleksów śląskiej prowincji! Mamy musicalowy hit, a dla ścisłości, pożądaną klapę. "Producenci" wg Mela Brooksa w chorzowskiej Rozrywce to trzy godziny świetnej zabawy.
Cholera, no to mamy hit i teraz jeszcze będą go pewnie grać przez następne dziesięć lat! - kwituje ze złością swój niepożądany sukces producent teatralny Max Białystok, którego życzeniem było stworzyć musicalową klapę i zarobić na tym miliony. Wybrał najgorszy scenariusz ("Wiosna Hitlera"), reżysera, który zgodnie ze swoimi preferencjami dodał do opowieści o Adolfie nieco homoseksualnych wątków, aktorkę, która nie mówi poprawnie po angielsku i najgorszych tancerzy w Nowym Jorku. Aha, a na widowni mieli zasiąść głównie Żydzi. Niestety - wbrew jego wszelkim staraniom, wyszedł hit. Hit wyszedł też Teatrowi Rozrywki w Chorzowie, którego "Producenci" mają zapewnioną dekadę na afiszu i prawdopodobnie niejedną Złotą Maskę.
Jak każdy sukces, tak i ten ma wielu ojców. Pierwszym z nich jest Dariusz Miłkowski, dyrektor chorzowskiej sceny. W ciągu ostatnich pięciu lat Teatr Rozrywki przygotował osiemnaście prapremier. Miłkowski wiele zaryzykował i podjął niepopularną wśród wielu dyrektorów instytucji kulturalnych decyzję, że pora skończyć z kompleksami o artystycznej, śląskiej prowincji. Wymarzył sobie i stworzył swój chorzowski Broadway, a przynajmniej najlepszy teatr muzyczny, na jaki go stać wykorzystując dostępne finanse i potencjał własnego zespołu. Okazało się, że stać nas na satyrę Mela Brooksa, którą na Broadwayu grano sześć lat (ponad 2500 wystawień!) i nagrodzono dwunastoma statuetkami Tony.
Stać nie tylko na tę wyjątkowo dochodową klapę, ale też chorzowski zespół stać na pełen profesjonalizm. Kiedy w niedzielę po prapremierze publiczność kolejny raz biła brawo zespołowi, połowa aplauzu była podziękowaniem za wyśmienitą rozrywkę, druga połowa zaś za ciężką pracę. Po trzech godzinach spędzonych w teatrze miałam wrażenie, że wszystkie kilkadziesiąt osób dało z siebie to, co najlepsze. Sprawiali przy tym wrażenie, że robią to bez ogromnego wysiłku. Ot, talent przerodził się w profesjonalizm.
Drugim ojcem sukcesu "Producentów" jest reżyser Michał Znaniecki. Po raz trzeci współpracuje z Teatrem Rozrywki i w pełni korzysta z danej mu swobody przy nielicencyjnej wersji musicalu (broadwayowską choreografię stworzył Piotr Jagielski zaś scenograficzne rarytasy przygotował Luigi Scoglio). Na konferencji prasowej reżyser przyznał, że dzieło Brooksa to "samograj i maszynka do robienia pieniędzy". Owszem, pod jednym jednak warunkiem - że spektakl będzie dobrze zrobiony i nie straci swojego zawrotnego tempa. A tego chorzowskiej inscenizacji nie brakuje.
Wszystko za sprawą doborowej obsady. W rolę bezdusznego show-biznesmena Białego wciela się Jacenty Jędrusik - bez wątpienia aktorska osobowość Rozrywki. W "Producentach" partneruje mu Paweł Strymiński (gościnnie z muzycznej Romy), który jest wręcz stworzony do roli Blooma - nieśmiałego i pedantycznego księgowego, który marzy skrycie by zostać producentem na Broadwayu. Z połączenia tych dwóch wokalnych i scenicznych temperamentów wyszedł majstersztyk. Na drugim, trzecim, czwartym planie znajdziemy role równie świetne. Katarzyna Hołub bez zarzutu gra "szwietną Szwedkę", a do teatralnej historii przejdzie na pewno Adam Szymura z bawarskimi szlagierami (np.: "Haben Sie gehört das deutsche Band?"), nie wspominając o całej paradzie artystów-gejów, która przetacza się przez scenę u Brooksa (w tej wykpionej do granic kreacji Dariusz Niebudek, Sebastian Ziomek i Bartłomiej Kuciel).
Można bez końca mnożyć udane inscenizacyjne detale, songi czy sceny. Jednak "Producenci" to nie tylko rozrywka na najlepszym poziomie. Dla wielu musical to wciąż jedynie muzyczno-taneczna składanka sceniczna. Ale nie wolno zapominać, że nierzadko przybiera ostrą i wyjątkowo niepoprawną politycznie formę. Wiedzą o tym doskonale Anglicy i Amerykanie, którzy właśnie na West Endzie i Broadwayu szukają dobitnych komentarzy do współczesnych wydarzeń. W czasach, kiedy kolejne biesiady kabaretowe przekraczają granice artystycznej przyzwoitości, szczęśliwie musical w Polsce ma się coraz lepiej. A wyjątkowo dobrze ma się na Śląsku. Wystarczy zerknąć na repertuar Rozrywki i Gliwickiego Teatru Muzycznego.
(Aleksandra Czapla-Oslislo, Gazeta Wyborcza Katowice)
Polska prapremiera Producentów w chorzowskiej "Rozrywce" bawi i zapewne bawić będzie długie lata, ponieważ jest to znakomity, z najwyższej muzycznej półki spektakl.
Skąd więc obawy? Brawurowa opowieść o dwóch Żydach hochsztaplerach, którzy chcąc dorobić się majątku postanawiają wyprodukować musical, który nie może się spodobać i zarobić dużą kasę, ale ma ponieść klapę, i to druzgocącą! Odwołując się do najstarszego stereotypu - przebiegłego, zaradnego i niezwykle utalentowanego w dziedzinie zbijania fortuny Żyda - komu, jak komu, ale im ten przewrotny interes powinien się udać. Przepis na "kit" jest prosty: znaleźć najgorszą sztukę, oddać ją w ręce najgorszego reżysera, który dobierze najgorszych twórców: scenografa, choreografa, kompozytora, zatrudnić najgorszych aktorów i klapa gotowa. Mel Brooks zachłannie dorwał się do wszelkich stereotypów, aby upajać się radością łamania jednego po drugim, nie odbierając jednak swoim bohaterom sympatii widzów.
Przez scenę przetaczają się tłumy histerycznych gejów, lesbijek, niezaspokojonych erotycznie staruszek, fanatycznych neofaszystów z Adolfem Elżbietą Hitlerem na czele, znalazło się i miejsce dla długonogiej blondynki. Zwierciadło najbardziej kontrowersyjnych postaci życia obyczajowego, by nie rzec - obyczajówki. A jednak to obraz ani odrażający, ani niesmaczny, a wręcz przeciwnie - wykreowany świat jest urokliwy, a co najważniejsze sympatyczny, ciepły, chwilami sentymentalny. Max Białystok, podupadły producent, w którego postać wcielił się niezrównany Jacenty Jędrusik, bardziej wzbudza współczucie niż potępienie. Stary wyjadacz showbusinessowych zawiłości ciężko "pracuje", zdobywając środki na realizację spektaklu. Jego młodszy partner Leo Bloom przeistacza się z bezwolnego "gryzipiórka", pogrążonego w księgach podatkowych w uskrzydlonego radością spełniania swoich marzeń światowego bywalca i lwa salonowego. W tej roli wystąpił gościnnie Paweł Strymiński (aktor Teatru Muzycznego Roma w Warszawie), podbijając publiczność młodzieńczym temperamentem i niezwykłym głosem. W Producentach wszystko jest możliwe, nawet zdeterminowany chęcią zdobycia fortuny, sławy i miłości Żyd, miast pławić się rozkoszach Rio, dla ratowania przyjaciela da się zamknąć za kratami. A więzienie wcale nie musi być przerażające i straszne, kiedy pojawią się w nim rozrywkowi specjaliści, rozśpiewa się i roztańczy (to się nazywa resocjalizacja!). Rozbrajające staruszki (Stanisława Łopuszańska, Ewa Grysko, Anna Ratajczak, Alona Szostak) wprawdzie chodzić już prawie nie mogą, ale za zabawy z sexem w tle, które wznoszą je w krainę ułudy, dorzucają wciąż nowe "czekunia". Interes kwitnie, sejf się zapełnia, mecenasów, a właściwie mecenasek sztuki przybywa. Nawet w oryginalnym światku gejowskich twórców, reżysera Rogera de Billa (Jarosław Czarnecki) i jego ekipy początkowa histeria ustępuje miejsca wzorowej organizacji, a spektakl dociera do premiery. Autor najgorszej sztuki czyli Wiosny Hitlera, zatwardziały neofaszysta Franz Liebkind (Adam Szymura) łaknie nawet "święte" aktorskie przesądy. Tercecik składający ślubowanie, ,Haben Sie gehórt das deutche Band", już stał się hitem. Słodka blondynka, Szwedka Ulla Swanson Katarzyna Hołub) nie powala swoim małym intelektem, bo... uwodzi wdziękiem i długimi nogami.
Trudno uwierzyć, że przygotowanie spektaklu trwało zaledwie dwa miesiące, a jednak reżyser Michał Znaniecki, który już po raz trzeci gości w chorzowskim Teatrze Rozrywki (Szwagierki w 2000 r. i nagrodzony Złotą Maską 2007 Jekyll & Hyde) stworzył przedstawienie, które choć trwa ponad trzy godziny, nie nuży ani przez moment. Mimo ognistej satyry twórca nie przekroczył granic dobrego smaku, niczego nie przerysował, nikogo nie zdeptał, ani nie pogrążył. Z pobłażaniem snuje opowieść o sympatycznych dziwakach, których tak na dobrą sprawę wcale wokół nas nie brakuje. Znakomicie dostosował się do takiej wizji artystycznej zespół, z którym współpracowali Piotr Jagielski (choreografia), Luigi Scoglio (scenografia) oraz Ilona Binarsch (kostiumy).
Muzyka "Producentów" to kolejna niespodzianka Mela Brooksa, który bawi się motywami najsłynniejszych musicali świata. Orkiestra pod dyrekcją Jerzego Jarosika zbiera zasłużone brawa, choć szkoda, że tak mało ją widać. No i na koniec mała wątpliwość. Policjanci w oryginale bawią anglojęzyczną publiczność irlandzkimi cytatami. W Chorzowie zastąpiła je śląska gwara. Czy efekt jest ten sam? Choć publiczność świetnie się bawi (spektakl pracuje na to od pierwszej sceny), po opadnięciu kurtyny trudno oprzeć się pytaniu, czy ta ślonsko godka była konieczna?
Od broadwayowskiej premiery minęło 7 lat. Producenci zagościli już m.in. na scenach w Mediolanie, Atenach, Kopenhadze, Tel Aviwie, Madrycie, Pradze, Sao Paulo, Rio De Janeiro, doczekali się także filmowej adaptacji z Matthew Broderickiem i Urną Thurman w rolach głównych (nie zapominajmy, że od filmu z 1968 roku wszystko się zaczęło), a teraz przyszedł czas na polską prapremierę w Chorzowie. Jakże udaną.»
(Maria Sztuka, Śląsk )
REZERWACJA BILETÓW ONLINE:
www.ticketportal.pl/search2.asp
REZERWACJA TELEFONICZNA:
KASA BILETOWA - czynna od wtorku do soboty w godz. 9.00 — 20.00
w niedziele, poniedziałki i święta — dwie godziny przed spektaklem. NR TEL. (32) 346 19 34
BIURO OBSŁUGI WIDZA - czynne od poniedziałku do piątku w godz. 8.00 — 16.00. NR TEL. (32) 346 19 31, 32, 33
CENY BILETÓW:
Spektakl wieczorny do poniedziałku do czwartku
| normalny | abonament | ulgowy (1) |
grupowy min. 15 osób | grupowy min. 45 osób | grupowy min. 90 osób | ||
| Strefa 1 | Parter, rząd 7-9 | 70 zł | - | - | - | - | - |
| Strefa 2 | Parter, rząd 2-6 i 10-21 Loże (#) |
60 zł | 45 zł | 40 zł | 50 zł | 40 zł | 35 zł |
| Strefa 3 | Parter, rząd 1 (#) Balkon środkowy |
55 zł | - | 30 zł | 45 zł | 35 zł | - |
| Strefa 4 | Balkon boczny, rząd 1,2 (*) | 25 zł | - | - | - | - | - |
| Strefa 6 | Balkon boczny, rząd 3 (*) | 15 zł | - | - | - | - | - |
(#) — miejsca z częściowo ograniczoną widocznością
(*) — miejsca z bardzo ograniczoną widocznością
(1) — bilety ulgowe przysługują uczniom, studentom za okazaniem ważnej legitymacji, rencistom, emerytom oraz pracownikom kultury,
Organizatorom grup przysługuje 1 bilet w cenie 5 zł.
Nauczycielom grupy przysługuje 1 bilet w cenie 1 zł.
Spektakle wieczorne w piątki, soboty i niedziele
| normalny | abonament | ulgowy (1) |
grupowy min. 15 osób | grupowy min. 45 osób | grupowy min. 90 osób | ||
| Strefa 1 | Parter, rząd 7-9 | 75 zł | - | - | - | - | - |
| Strefa 2 | Parter, rząd 2-6 i 10-21 Loże (#) |
65 zł | 48 zł | 42 zł | 50 zł | 45 zł | 40 zł |
| Strefa 3 | Parter, rząd 1 (#) Balkon środkowy |
55 zł | - | 30 zł | 45 zł | 35 zł | - |
| Strefa 4 | Balkon boczny, rząd 1,2 (*) | 25 zł | - | - | - | - | - |
| Strefa 6 | Balkon boczny, rząd 3 (*) | 15 zł | - | - | - | - | - |
(#) — miejsca z częściowo ograniczoną widocznością
(*) — miejsca z bardzo ograniczoną widocznością.
(1) — bilety ulgowe przysługują uczniom, studentom za okazaniem ważnej legitymacji, rencistom, emerytom oraz pracownikom kultury,
Organizatorom grup przysługuje 1 bilet w cenie 5 zł.
Nauczycielom grupy przysługuje 1 bilet w cenie 1 zł.
Spektakl w ramach akcji "popołudniówka"
| normalny | ||
| Strefa 1 | Parter, Loże (#), Balkon środkowy | 40 zł |
| Strefa 2 | Balkony boczne (*) | 20 zł |
(#) — miejsca z częściowo ograniczoną widocznością
(*) — miejsca z bardzo ograniczoną widocznością
(1) — bilety ulgowe przysługują uczniom, studentom za okazaniem ważnej legitymacji, rencistom, emerytom oraz pracownikom kultury,
Nauczycielom grupy przysługuje 1 bilet w cenie 1 zł.
Zdjęcia:






































