PISZEMY (I ŚPIEWAMY) PO ŚLĄSKU


Etnolekt śląski nie został skodyfikowany, choć interesujące próby trwają od lat. Coraz więcej osób próbuje pisać po śląsku , z wykorzystaniem nieistniejących w polszczyźnie tzw. znaków diakrytycznych. Zaprosiliśmy ekspertów, którzy nam wyjaśnią, jak z nich korzystać.

Większość jednak używa alfabetu powszechnie używanego w naszym kraju. Posługując się nim, zapisuje nieraz skomplikowane myśli i zdania, licząc na zrozumienie i swoistą promocję śląszczyzny. Jakie przynosi to efekty? Zobaczcie, posłuchajcie, oceńcie.

Przedstawimy i zinterpretujemy teksty literackie pisane po śląsku, bo okazuje się, że powstaje ich coraz więcej, a niektóre wykraczają poza granicę eksperymentu. Swoje utwory zaprezentują i omówią m.in.: Krystian Gałuszka (poezja), Marcin Melon (proza), Zbigniew Kadłubek (esej, translacja) i Krzysztof Karwat (dramat). Ponadto wystąpią: Grzegorz Płonka – artysta śpiewający najstarsze pieśni śląskie, prof. Jolanta Tambor - językoznawczyni z Uniwersytetu Śląskiego oraz aktorzy Teatru Rozrywki – Adam Szymura i Artur Święs.
 

Powieść kryminalna napisana po śląsku
 
PARTNERZY:



Gabriela Zapolska
ICH CZWORO
Teatr Polonia z Warszawy


 
Akcja tragifarsy rozpoczyna się w Wigilię Bożego Narodzenia, kończy zaś pierwszego dnia kolejnego roku. Mąż i żona, żyjący wprawdzie w jednym domu, ale zupełnie osobno, próbują każde na swój sposób i zgodnie ze swoimi przekonaniami ułożyć swoje życie. On wycofuje się ze świata i żyje pracą, ona szuka pocieszenia w relacji z innym mężczyzną. Ich codzienność ukazana jest ze swoistym, ironicznym humorem, skrytym głownie w rozmowach, jakie ze sobą prowadzą.


 
Niemym świadkiem kryzysu tej rodziny jest także Lila, dziecko, które nie mając na nic wpływu, musi odnaleźć się w sporze rodziców. Uwikłani w siatkę wzajemnych pretensji, wyrzutów, nieszczerości i obaw bohaterowie wzbudzają więc z jednej strony śmiech, ale też prowokują do zastanowienia nad kosztem, jaki ponosi w tej historii dziecko.


 
Opowieść o typowym trójkącie małżeńskim należy do jednego z najbardziej znanych utworów Zapolskiej. Została wystawiona po raz pierwszy we Lwowie w 1907 roku i do tej pory doczekała się blisko 100 inscenizacji. Reżyserujący sztukę Jerzy Stuhr mówi o niej: To bardzo aktualny tekst, bo mówiący o rozpadzie rodziny widzianym oczami dziecka, dziecka świadomie przeżywającego ten dramat. A z drugiej strony ‘Ich czworo’ to tragifarsa śmieszna i drapieżna. Takie połączenia kocham najbardziej.


 
reżyseria: Jerzy Stuhr
scenografia: Małgorzata Domańska
kostiumy: Zofia de Ines
ruch sceniczny: Jarosław Staniek
 
występują:
Mąż – Jerzy Stuhr
Żona – Sonia Bohosiewicz
Dziecko – Iga Mencel/Milena Poświatowska
Kochanek – Tomasz Kot/Antoni Pawlicki
Wdowa – Renata Dancewicz
Szwaczka – Iza Kuna
Służąca – Krystyna Froelich
Dorożkarz – Wojciech Chorąży
 
czas trwania: 120 minut z 1 przerwą








Syn współtwórcy Kabaretu Starszych Panów, Jerzego Wasowskiego i aktorki, Marii Janeckiej.
Piórotechnik, jak lubi o sobie mawiać. Dziennikarz muzyczny (niektóre audycje radiowe: Baw się razem z nami, Katalog Nagrań, Lista przebojów dla Oldboyów, Radio Retro, Dropsy, Tanie Granie, Na-na-na czyli nastrój na nastrój, Frajdek), autor i odtwórca tekstów satyrycznych (w radiu – Samouczek, Lista Przebojów dla Oldboyów, Nie tylko dla orłów, oraz w telewizji – Za chwilę dalszy ciąg programu, Komiczny Odcinek Cykliczny czyli KOC, Komiczna Audycja Cykliczna czyli KAC), mistrz zagadek (Zagadkowa niedziela, Zagadkomat w "Świerszczyku"), autor znakomitych tekstów piosenek (m.in. „Blues to zawsze blues jest”, „Dzień dobry Mr. Blues”, „Marmolada na księżycu”), jeden z T-Raperów Znad Wisły (autor m.in. PKP, czyli Pocztu Królów Polskich, PKS, czyli Przeglądu Książek Szkolnych, MPT, czyli Małego Przewodnika Tanecznego).
Autor wielu tekstów (jeszcze) niewydanych. Umysł nieokiełznany. Kolekcjoner szalony – zbiera książki, płyty, DVD – wszystko, co dobre – jak mawia. Czasami dzielił się cząstką swoich zbiorów ze słuchaczami radiowymi. Z grupą emigrantów z Trójki stworzył Radio Wnet (wymyślił nazwę i z żoną stworzyl wszystkie jingle). Wraz z żoną daje się czasem namówić na prowadzenie koncertów i innych wydarzeń kulturalnych.
Z Wojciechem Mannem tworzył niezrównany duet prowadzących – w telewizyjnym programie Archiwizja, czyli po trochu wyciągane z lochu w TVP Kultura. Wraz z Rychem (Sławomirem Szczęśniakiem) wystąpił w kilku reklamach radiowych i telewizyjnych.
Niestrudzenie i walecznie dba o spuściznę Jerzego Wasowskiego, doprowadzając do ukazywania się CD, DVD oraz książek i nut z twórczością Taty (działa w Fundacji Wasowskich i Wydawnictwie Wasowscy).
Autor cyklu piosenek "MARMOLADA NA KSIĘŻYCU", które muzyką opatrzył Maciej Małecki, a wykonał Grzegorz Małecki wraz Polską Orkiestrą Radiową i najlepszymi jazzmanami. Książka z płytą zdobywają popularność od końca 2015 roku.
Tłumacz Lewisa Carrolla: „Obławantura przez Wążarłacza i Łowybryki wokół Żreka” oraz „Perypetie Alicji na Czarytorium”.
Ostatnia publikacja to „Z historii muzyki dla wszystkich wierszyki”, powstałe na zamówienie Filharmonii Szczecińskiej.
Z bardziej szalonych doświadczeń należy wymienić dubbing kota Garfielda w serii dobranocek dla dzieci (TVP).
Dla Teatru Rozrywki dokonał przekładu libretta musicalu Młody Frankenstein M. Brooksa i T. Meehana.

 
Foto: Dominik Marciniak 
 


ARTYŚCI ZE ŚLĄSKIEGO "TRÓJMIASTA"


 
Nigdy nie doszło do zespolenia Bytomia, Gliwic i Zabrza w jeden organizm, choć takie plany przed wojną istniały. Niemniej te miasta łączyły i łączą nadal silne więzy gospodarcze i kulturalne. Tak było również w latach 20. i 30. minionego wieku. Wprawdzie dominował w nich – tak jak po polskiej stronie granicy – wielkoprzemysłowy proletariat, to jednak z jego szeregów wyrosły także ciekawe indywidualności artystyczne. To wtedy powstawały zręby środowisk twórczych, opozycyjnie nastawionych do rodzącego się nazizmu.
O ówczesnych pisarzach, ważnych dziennikarzach, malarzach czy rzeźbiarzach zapomniano nie tylko w naszych regionie, ale także we współczesnych Niemczech, mimo że niektóre ich dzieła pozostały na Śląsku bądź niekiedy się do nich odwołujemy. Przywołamy nazwiska i twórczość m.in.: Thomasa Myrtka (wybitnego rzeźbiarza), Bruno Schmialka (awangardysty i nauczyciela sztuki) czy Roberta Kurpiuna (autora książek o tematyce regionalnej).
Gośćmi Krzysztofa Karwata będą: Jerzy Ciurlok – publicysta, Przemysław Nadolski – historyk i archiwista oraz prof. Grażyna Barbara Szewczyk – germanistka z Uniwersytetu Śląskiego.



„Bruno Schmialek powrócił na Górny Śląsk. W 1930 roku powołano go na stanowisko nauczyciela sztuki w bytomskiej Akademii Pedagogicznej. Wkrótce też odbyły się pierwsze, niezwykle udane wystawy. Prezentacje jego dzieł w Królewcu, Wrocławiu i Berlinie uczyniły z niego znaną i cenioną postać awangardy artystycznej. Dzieła: Górny Śląsk, Hałdy, W sztolniach, Do pracy, Codzienna droga, Małe miasto, Głowy czy Święci mojego czasu wstrząsały.
Prace Schmialka znalazły się niebawem na sławetnej wystawie Sztuki zdegenerowanej w 1937 roku w Monachium. Wystawa zakończyła się ceremonialnym spaleniem eksponatów, m.in. 10 prac Schmialka. To samo uczyniono nieco później we Wrocławiu z jego cyklem drzeworytów pt. Łagodna, zainspirowanych słynnym dziełem Fiodora Dostojewskiego. Artyście, związanemu ideowo z socjaldemokracją, zakazano pokazywania swoich dzieł poza śląską prowincją. Podczas II wojny światowej z rodziną przebywał na Górnym Śląsku, wykonując różne prace. Lecz cały czas także tworzył obrazy swej małej ojczyzny. Były to głównie pejzaże, w tym beskidzkie i sudeckie”.
(fragment artykułu Jerzego Ciurloka pt. Z prowincji na salony, przygotowywanego do druku w nr. 3 (13) kwartalnika „Fabryka Silesia” )



PARTNER:




Drzeworyty Bruno Schmialka
 


Joanna Helander. Z Rudy Śląskiej do Szwecji
 
Gościmy wybitną fotografkę, pisarkę i dokumentalistkę. Zobaczymy jej zdjęcia i filmy zrealizowane we współpracy z Bo Perssonem, szwedzkim reżyserem filmowym i teatralnym. To będzie również okazja do poznania fascynującej biografii Helander, którą przed laty zmuszono z powodów politycznych do opuszczenia Górnego Śląska. Przeanalizujemy losy emigrantów i artystów polskich, którym udało się zaistnieć w europejskich środowiskach kulturalnych.
Joanna Helander w szkicu pt. „Ostrygi czy krupnioki” („Fabryka Silesia” nr 10/2015) napisała m.in.: „Po kilkumiesięcznym pobycie, najpierw w areszcie na Siemiradzkiego w Krakowie, a potem w więzieniu w Myślenicach, po utracie możliwości kontynuowania studiów w Krakowie (…) wybór stał się prosty. Propozycja współpracy ze strony ubecji w Rudzie, w zamian za bliżej nieokreślone miejsce pracy, gdzie miałam donosić na kolegów, nie była alternatywą (…). Wyjeżdżałam z Polski uskrzydlona. Miałam 23 lata, opuszczałam na zawsze zaduch PRL-u (…)”.
 

Anioł z mojego podwórka
foto: Joanna Helander