PRODUCENCI (THE PRODUCERS)
libretto: MEL BROOKS I THOMAS MEEHAN
muzyka i teksty piosenek: MEL BROOKS
oryginalna reżyseria i choreografia: Susan Stroman
w porozumieniu ze Studio Canal
TRZY NOMINACJE DO ZŁOTYCH MASEK 2010:
- dla Michała Znanieckiego za reżyserię
- dla Luigi Scoglio za scenografię
- dla Dariusza Niebudka za role Rogera de Billa i Maksa Białystoka
ZŁOTE MASKI 2010 dla Michała Znanieckiego i Dariusza Niebudka!
PRODUCENCI to przezabawna komedia o parze żydowskich hochsztaplerów, szykujących skok na kasę w niecodziennym stylu. Max Bialystok i Leo Bloom postanawiają wystawić na Broadway'u przedstawienie, które padnie w dniu premiery, dzięki czemu sprytni producenci zgarną majątek – cały budżet przedstawienia minus koszty premiery. Trzeba tylko znaleźć odpowiednio zły scenariusz. Szybko trafiają na właściwy materiał – napisaną przez faszystę Franza Liebkinda sztukę pt. "Wiosna Hitlera"...
Musical Mela Brooksa (według jego filmu z 1968 roku o tym samym tytule) miał broadway'owską premierę w 2001 roku, a trzy lata później – na West Endzie. Legendarny filmowiec podjął się samodzielnego napisania musicalu, namówiony przez przyjaciół. Nie była to dla niego zupełnie nieznana materia, wszak Mel Brooks jest autorem słów i muzyki do piosenek we wszystkich swoich filmach.
Filmowi PRODUCENCI to jego fabularny debiut, nagrodzony – pomimo kontrowersji – Oscarem za najlepszy oryginalny scenariusz. Nagroda była równie uzasadniona, co kontrowersje. Zwariowana opowieść jest bowiem ostrą satyrą na show-business. Nie tylko w amerykańskim wydaniu.
Niektóre powiedzenia z PRODUCENTÓW weszły do języka codziennego w USA. Największą, bo światową już karierę, zrobiło określenie „kreatywna księgowość” – raczej niefortunnie spopularyzowane poprzez spektakularne bankructwo przedsiębiorstwa Enron w 2001 roku. Tytuł znanej płyty zespołu U2, „Achtung Baby” pochodzi z dialogów w filmie. Dr. House – lekarz z serialu, woła po udanej rozmowie kwalifikacyjnej „Mamy Hitlera!”. To też Mel Brooks.
W 2005 powstał film muzyczny według... musicalu według filmu fabularnego. Tylko Mel Brooks mógł stworzyć coś podobnego!
Musical „Producenci” zdobył 12 nagród Tony – to rekord w historii Broadway'u!
Czas trwania: 210 min.
Libretto, muzyka i słowa piosenek: Mel Brooks
współpraca Thomas Meehan (libretto) i Glan Kelly (orkiestracje)
oryginalna reżyseria i choreografia – Susan Stroman
przekład: Daniel Wyszogrodzki
reżyseria: Michał Znaniecki
choreografia: Piotr Jagielski
scenografia: Luigi Scoglio
kostiumy: Ilona Binarsch
kierownictwo muzyczne: Jerzy Jarosik
polska prapremiera: 28 czerwca 2009
obsada:
Max Białystok: Jacenty Jędrusik w dniach: 7-8 maja 2010 oraz 11-12 maja 2010/ Dariusz Niebudek (gościnnie w dniu 9 maja 2010)
Leo Bloom: Paweł Strymiński (gościnnie)
Ulla Swanson: Barbara Ducka w dniach: 7-8 maja 2010/ Katarzyna Hołub w dniach: 9 maja 2010, 11-12 maja 2010
Roger de Bill: Dariusz Niebudek (gościnnie w dniach: 7-8 maja 2010) / Jarosław Czarnecki w dniach: 9 maja 2010 oraz 11-12 maja 2010
Carmen Yola: Sebastian Ziomek
Ekipa Rogera:Izabella Malik, Marek Chudziński, Bartłomiej Kuciel, Krzysztof Włosiński
Franz Liebkind: Adam Szymura
Macaj Obracaj: Stanisława Łopuszańska (gościnnie)
Trzy jurne staruszki: Ewa Grysko, Anna Ratajczyk, Alona Szostak
Marks / Sędzia / Johann / Zarządca więzienia: Andrzej Kowalczyk
Jack, policjant: Dominik Koralewski
Żołnierz: Łukasz Musiał
Pianistka: Lena Minkacz
oraz
Katarzyna Buczkowska, Jolanta Gabor-Chavez, Natalia Gajewska, Beata Jabłońska-Rakoczy, Katarzyna Korzec, Natalia Kurzawa, Małgorzata Mazurkiewicz, Małgorzata Ochabowicz, Larysa Policińska, Sonia Sosna, Barbara Duszczak, Emanuela Żukowska, Sebastian Chwastecki, Tomasz Drożdż, Kamil Guzy, Kryspin Hermański, Grzegorz Kaczmarczyk, Jakub Lewandowski
zespół wokalny i orkiestra Teatru Rozrywki pod dyrekcją Jerzego Jarosika
PRODUCENCI (THE PRODUCERS) – przedstawienie w ramach umowy z Music
Theatre International (MTI). Wszystkie autoryzowane materiały zostały
dostarczone także przez MTI. 421 West 54th Street, New York, NY 10019,
tel.: 212 541-4684, fax: 212 397-4684, www.MTIShows. com
w najbliższym czasie:![]()
| 7 maja piątek |
19:00 | DUŻA SCENA |
![]()
| 8 maja sobota |
19:00 | DUŻA SCENA |
![]()
| 9 maja niedziela |
19:00 | DUŻA SCENA |
![]()
| 11 maja wtorek |
19:00 | DUŻA SCENA |
![]()
|
12 maja środa |
19:00 | DUŻA SCENA |
recenzje:
W chorzowskim Teatrze Rozrywki odbył się prapremierowy w Polsce spektakl musicalu pt. Producenci.
To była zadyma w... dobrym stylu. Trzy i pół godziny balansowania na wszelkich możliwych granicach - obyczajowej, teatralnej, towarzyskiej - i ani jednego upadku!
Polska premiera musicalu Mela Brooksa Producenci w chorzowskim Teatrze Rozrywki (spektakl prapremierowy odbył się w niedzielę, 28.06.) powstała w zawrotnym tempie - próby trwały dwa miesiące, a rzecz wygląda jakby pracowano nad nią pół roku. Kapelusz z głowy przed wszystkimi zespołami Teatru Rozrywki. Kapelusz zdjąć wypada i przed Dariuszem Miłkowskim, który zdecydował się Producentów wystawić. Sztuka znana jest w Polsce od lat i wielu dyrektorów pałało żądzą jej realizacji. Nikt się jednak nie zdecydował. Powszechnie sądzono, że jest zbyt kontrowersyjna, a polska publiczność może poczuć się nią dotknięta.
Tymczasem sztuka Brooksa nie jest brutalną rozgrywką z konkretnym środowiskiem czy grupą społeczną. To tylko zwierciadło (mocno wykrzywiające) podstawione nie tyle ludziom, co utartym schematom, jakie mamy na ich temat. Jeśli więc Żydzi - to pazerni krętacze; jeśli geje - to zniewieściałe dziwaki; jeśli staruszki - to niewyżyte seksualnie wariatki; a jeśli długonogie blondynki - to mózg mają pod szlafroczkiem. Tak myślicie, zdaje się pytać Brooks, to ja wam te schematy wyolbrzymię i pokażę, że wszyscy oni, razem wzięci, fajniej żyją niż wy - poukładani ludzie.
Natomiast scenariusz Producentów rzeczywiście prowokuje do reżyserskiej szarży, która inteligentną kpinę szybko może zmienić w wulgarne żarcisko. Jeśli chwalić Michała Znanieckiego, reżysera Producentów, a chwalić trzeba, to w pierwszej kolejność za wyczucie stylu i smak, dzięki którym ominął pułapki dosłowności. Portrety są ostre, ale zabawne. Przywary wyolbrzymione, ale dalekie od chamskiej karykatury. Tekst - przekład Daniela Wyszogrodzkiego bardzo się inscenizacji przysłużył - pełen zaś pikantnych żartów, nie wali jednak po uszach grubiaństwem.
Treścią musicalu są perypetie dwóch producentów, którzy postanawiają wyreżyserować klapę, doprowadzić do zdjęcia sztuki z afisza, a potem zwiać z forsą (wyłudzoną od żądnych miłosnych przygód staruszek) do Rio. Sztuka, którą wybierają, to zdaje się był ten najwrażliwszy punkt Producentów, który blokował polskich realizatorów. Bo Max i Poldek decydują się na szmirę pt. Wiosna Hitlera. Na scenie pojawiają się więc swastyki, hitlerowskie pozdrowienia i mundury etc. W chorzowskiej inscenizacji to jednak najzabawniejszy fragment całości i jedyny dopuszczający karykaturę w wymiarze full. Michał Znaniecki w stu procentach zrealizował życzenie Mela Brooksa, który brał odwet na Hitlerze poprzez jego ośmieszenie.
Takiej interpretacji reżyser podporządkował formę, która momentami przypomina szaleństwo. Spektakl toczy się w takim tempie, że widz żałuje, iż ma tylko jedną parę oczu. Aktorzy grają rewelacyjnie i to w każdym planie! Para protagonistów - Jacenty Jędrusik (wyjadacz Max Białystok) i Paweł Strymiński (Leo Bloom, producent debiutant) oparta na klasycznym kontraście zachowań i postury, to aktorska brawura plus... znakomita dykcja.
I jak tu nie polubić tych cudownie barwnych wydrwigroszy, którym aktorzy serce wprost oddają (nie przestając, jako postacie, kalkulować)? Prześmieszną postać reżysera de Billa, a potem scenicznego Hitlera, wykreował Dariusz Niebudek; ostrą kreską, ale z wyczuciem granic żartu. Kapitalną parodię sentymentalnego faszysty Franza stworzył Adam Szymura (i jego gołębie!), Szwedkę Ulle rozbroiła wdziękiem Katarzyna Hołub, wybuchową mieszaninę despotyzmu i seksapilu przywódczyni staruszek, zwanej Macaj Obracaj, koncertowo zagrała Stanisława Łopuszańska!
Wszystko w tym spektaklu pasuje jak w puzzlach. Monumentalna, superpomysłowa scenografia Luigiego Scolia, oryginalna choreografia Piotra Jagielskiego i orkiestra pod dyrekcją Jerzego Jarosika, która zebrała owację, równą ekipie aktorsko-baletowo-chóralnej. Muzyka, w której Mel Brooks bawi się motywami ze słynnych musicali (z Kabaretem na czele), to kolejny atut Producentów. I tylko jedno w tym torcie było przedobrzone - fragment grany po śląsku. Niepotrzebnie, bo sztucznie. Poza tym - frajda.
(Henryka Wach-Malicka, Polska. Dziennik Zachodni)
* * *
Dość kompleksów śląskiej prowincji! Mamy musicalowy hit, a dla ścisłości, pożądaną klapę. "Producenci" wg Mela Brooksa w chorzowskiej Rozrywce to trzy godziny świetnej zabawy.
Cholera, no to mamy hit i teraz jeszcze będą go pewnie grać przez następne dziesięć lat! - kwituje ze złością swój niepożądany sukces producent teatralny Max Białystok, którego życzeniem było stworzyć musicalową klapę i zarobić na tym miliony. Wybrał najgorszy scenariusz ("Wiosna Hitlera"), reżysera, który zgodnie ze swoimi preferencjami dodał do opowieści o Adolfie nieco homoseksualnych wątków, aktorkę, która nie mówi poprawnie po angielsku i najgorszych tancerzy w Nowym Jorku. Aha, a na widowni mieli zasiąść głównie Żydzi. Niestety - wbrew jego wszelkim staraniom, wyszedł hit. Hit wyszedł też Teatrowi Rozrywki w Chorzowie, którego "Producenci" mają zapewnioną dekadę na afiszu i prawdopodobnie niejedną Złotą Maskę.
Jak każdy sukces, tak i ten ma wielu ojców. Pierwszym z nich jest Dariusz Miłkowski, dyrektor chorzowskiej sceny. W ciągu ostatnich pięciu lat Teatr Rozrywki przygotował osiemnaście prapremier. Miłkowski wiele zaryzykował i podjął niepopularną wśród wielu dyrektorów instytucji kulturalnych decyzję, że pora skończyć z kompleksami o artystycznej, śląskiej prowincji. Wymarzył sobie i stworzył swój chorzowski Broadway, a przynajmniej najlepszy teatr muzyczny, na jaki go stać wykorzystując dostępne finanse i potencjał własnego zespołu. Okazało się, że stać nas na satyrę Mela Brooksa, którą na Broadwayu grano sześć lat (ponad 2500 wystawień!) i nagrodzono dwunastoma statuetkami Tony.
Stać nie tylko na tę wyjątkowo dochodową klapę, ale też chorzowski zespół stać na pełen profesjonalizm. Kiedy w niedzielę po prapremierze publiczność kolejny raz biła brawo zespołowi, połowa aplauzu była podziękowaniem za wyśmienitą rozrywkę, druga połowa zaś za ciężką pracę. Po trzech godzinach spędzonych w teatrze miałam wrażenie, że wszystkie kilkadziesiąt osób dało z siebie to, co najlepsze. Sprawiali przy tym wrażenie, że robią to bez ogromnego wysiłku. Ot, talent przerodził się w profesjonalizm.
Drugim ojcem sukcesu "Producentów" jest reżyser Michał Znaniecki. Po raz trzeci współpracuje z Teatrem Rozrywki i w pełni korzysta z danej mu swobody przy nielicencyjnej wersji musicalu (broadwayowską choreografię stworzył Piotr Jagielski zaś scenograficzne rarytasy przygotował Luigi Scoglio). Na konferencji prasowej reżyser przyznał, że dzieło Brooksa to "samograj i maszynka do robienia pieniędzy". Owszem, pod jednym jednak warunkiem - że spektakl będzie dobrze zrobiony i nie straci swojego zawrotnego tempa. A tego chorzowskiej inscenizacji nie brakuje.
Wszystko za sprawą doborowej obsady. W rolę bezdusznego show-biznesmena Białego wciela się Jacenty Jędrusik - bez wątpienia aktorska osobowość Rozrywki. W "Producentach" partneruje mu Paweł Strymiński (gościnnie z muzycznej Romy), który jest wręcz stworzony do roli Blooma - nieśmiałego i pedantycznego księgowego, który marzy skrycie by zostać producentem na Broadwayu. Z połączenia tych dwóch wokalnych i scenicznych temperamentów wyszedł majstersztyk. Na drugim, trzecim, czwartym planie znajdziemy role równie świetne. Katarzyna Hołub bez zarzutu gra "szwietną Szwedkę", a do teatralnej historii przejdzie na pewno Adam Szymura z bawarskimi szlagierami (np.: "Haben Sie gehört das deutsche Band?"), nie wspominając o całej paradzie artystów-gejów, która przetacza się przez scenę u Brooksa (w tej wykpionej do granic kreacji Dariusz Niebudek, Sebastian Ziomek i Bartłomiej Kuciel).
Można bez końca mnożyć udane inscenizacyjne detale, songi czy sceny. Jednak "Producenci" to nie tylko rozrywka na najlepszym poziomie. Dla wielu musical to wciąż jedynie muzyczno-taneczna składanka sceniczna. Ale nie wolno zapominać, że nierzadko przybiera ostrą i wyjątkowo niepoprawną politycznie formę. Wiedzą o tym doskonale Anglicy i Amerykanie, którzy właśnie na West Endzie i Broadwayu szukają dobitnych komentarzy do współczesnych wydarzeń. W czasach, kiedy kolejne biesiady kabaretowe przekraczają granice artystycznej przyzwoitości, szczęśliwie musical w Polsce ma się coraz lepiej. A wyjątkowo dobrze ma się na Śląsku. Wystarczy zerknąć na repertuar Rozrywki i Gliwickiego Teatru Muzycznego.
We wtorek czwarty i zarazem ostatni spektakl "Producentów" w tym sezonie. Ponownie na afiszu od września.
(Aleksandra Czapla-Oslislo, Gazeta Wyborcza Katowice)








