DYZMA - MUSICAL

wg powieści Tadeusza Dołęgi Mostowicza pt. „Kariera Nikodema Dyzmy”
adaptacja: Henryka Królikowska i Wojciech Młynarski
teksty piosenek: Wojciech Młynarski
muzyka: Włodzimierz Korcz

reżyseria: Laco Adamik
choreografia: Henryk Konwiński
scenografia: Barbara Kędzierska
kierownictwo muzyczne:
Jerzy Jarosik

prapremiera: 27 września 2002

Duża Scena
czas trwania: 185 minut z 1 przerwą

Tytuł „Spektakl Sezonu 2002/2003”
ZŁOTA MASKA 2003 dla Adama Baumanna za rolę Kunickiego (również za rolę Ojca w „Pułapce” – Teatr Śląski im. St. Wyspiańskiego w Katowicach)


sponsorzy:



              


patronat medialny:



                            



              



             



Nikodem Dyzma budzi w nas współczucie — mamy przed sobą nędzarza bez pracy, który desperacko poszukuje jakiegokolwiek zajęcia. Szczęśliwy zbieg okoliczności odmienia jego życie, niczym złota rybka w bajce. I oto okazuje się, że mamy do czynienia
z hochsztaplerem, łajdakiem i durniem, który — nie mając nic do powiedzenia ani zaoferowania — osiąga sukces społeczny.
Nie ma żadnych norm moralnych, ale też nie musi ich mieć. Owe wartości i cechy „wymyśla” mu i „dopisuje” do sylwetki otoczenie. Spragnione silnego człowieka, tworzy wizerunek bohatera, obdarzonego przymiotami wodza, organizatora i zbawcy.
Mówiąc słowami Wojciecha Młynarskiego, Dyzma jest postacią uniwersalną — od lat na jego obecność w naszym życiu mamy liczne przykłady. Jawne, uzuchwalone chamstwo, któremu się w dodatku zapala „zielone światło”, licząc na sojusz z nim i jego głosy, pojawia się w naszej rzeczywistości stale. To nasze nieszczęście, które spadło na ludzi wraz z upragnioną wolnością,
i z którym wciąż nie możemy sobie poradzić.
Musical otrzymał Złotą Maskę 2003 i tytuł „Najlepszego spektaklu roku”.

uwaga!
w sprzedaży dostępna także płyta z piosenkami z musicalu
do kupienia m.in. w kasie biletowej Teatru Rozrywki
cena: 12 zł


obsada:
Nikodem Dyzma:
Jacenty Jędrusik
Mańka:
Maria Meyer
Kunicki:
Adam Baumann (gościnnie) / Ryszard Chlebuś (gościnnie)
Nina:
Alona Szostak
Śpiewak uliczny:
Elżbieta Okupska (gościnnie)
Krzepicki:
Marek Chudziński
Ponimirski:
Marian Florek
Jaszuński:
Jan Bógdoł (gościnnie)
Ulanicki:
Mirosław Książek
Wareda:
Andrzej Kowalczyk
Przełęska:
Stanisława Łopuszańska (gościnnie)
Boczek: Julian Kilar (gościnnie)
Naczelnik:
Adam Szymura
Terkowski: Marek Krzypkowski
Właściciel lokalu:
Jarosław Czarnecki
Antoniewski: Mirosław Riedel
Ignacy: Zbigniew Mikolasz (gościnnie)
Bandyta I: Rafał Gajewski
Bandyta II:
Dominik Koralewski *

oraz
zespół wokalny,
baletowy,
Orkiestra Teatru Rozrywki
i chór dziecięcy działający przy Teatrze Rozrywki

* adept


galerie:
DYZMA - MUSICAL
foto 2008



recenzje:
Narodziny hitu. (...) Na taki musical czekaliśmy od lat. Wyrazisty bohater, oparta na polskich realiach i mająca odniesienia do współczesności akcja, przebojowe piosenki i widowiskowość (...) Są w musicalu piękne solowe arie, świetnie zharmonizowany duet miłosny Mańki i Niny, wspaniale brzmiące chóralne hymny. Są z dramatycznym nerwem zagrane kameralne scenki i skomponowane z widowiskowym rozmachem sceny zbiorowe...
(Rzeczpospolita)

Ten spektakl mówi niewygodne prawdy o dzisiejszej Polsce, niewygodne szczególnie dla elit, które zbyt łatwo zrzucają z siebie moralną odpowiedzialność za to, co wyprawa się w polityce. To rehabilitacja musicalu jako gatunku, który nie tylko produkuje szlagiery, ale potrafi też zająć stanowisko w kluczowych sprawach współczesności, jako to było z Evitą czy Cabaretem. Dyzma to ich sukcesor.
(Gazeta Wyborcza)


"Na waszą miarę to kariera! Kariera Nikodema Dyzmy!"

Gdyby jakimś cudem książka Pani Jolanty Król pt. "Gwiazdy noszą tenisówki" wpadła mi w ręce przed moją wizytą w Teatrze Rozrywki, to czytając we wstępie o "skromnych bileterach
i zawsze uśmiechniętych szatniarkach", uznałbym to stwierdzenie za zwyczajny frazes. Miałem jednak okazję przekonać się osobiście, że w słowach autorki nie ma ani trochę przesady — szatniarki są faktycznie uśmiechnięte, bileterzy — skromni, a cały personel — miły. Niemałym zaskoczeniem była dla mnie pani, która w foyer wykonywała na fortepianie wiązankę melodii
z mającego się niedługo rozpocząć musicalu.


Na kwietniowy (26 kwietnia 2006) spektakl udałem się po lekturze płyty. W tym miejscu koniecznie należy wspomnieć o autorze piosenek - Wojciechu Młynarskim — którego bardziej cenię jako tekściarza Michała Bajora ("Nie opuszczaj mnie", "Moja miłość największa", "Naszych matek maleńkie mieszkanka"), niż twórcę felietonów politycznych spod znaku "Przyjdzie walec
i wyrówna". Tak więc Młynarski odrodził się (jeśli w ogóle musiał się odradzać...) jako autor mądrych, czasem zabawnych, zawsze trafnych, pisanych nienaganną polszczyzną piosenek.
Bo któż w XXI wieku pisze wersy typu "bliższa jest pańskiej jaźni / ta dźwiękowa warstwa"?


Gdy na prezydenta RP został wybrany Lech Wałęsa, Jacek Kaczmarski napisał — żeby dać wyraz swojej bezgranicznej radości — piosenkę, zatytułowaną "Kariera Nikodema Dyzmy". Tekst był "dość wiernym opisem" powieści Dołęgi-Mostowicza, a znalazła się w nim między innymi następująca fraza:


"Nikodem! Mąż opatrznościowy!
Bez wad charakter, bez rozterek!
Oto Polaka portret nowy!
Tylko mu w ręce dać siekierę!"

Co ciekawe — podmiotem lirycznym nie uczynił Dyzmy, lecz Żorża Ponimirskiego, nazywanego "w monoklu śmieciem ludzkości".

Jaki więc jest Dyzma w wykonaniu Jacentego Jędrusika (pamiętnego Sancho Pansy
w "Człowieku z La Manchy")? Jest esencją chamstwa, co widać wyraźnie nie tylko w sferze manier (raut), ale także wypowiedzi — przecież te wszystkie "za pysk", "kurdebalans" i "sru go" to prawdziwy majstersztyk! Ten Dyzma nie zatrzymuje się tam, gdzie skapitulował Nikoś
z filmu Bromskiego — czyli na poziomie rechotu. Owszem, jest zabawny — vide scena
ze słownikiem ("gruby jakiś...") czy czytaniem Londona, ale potrafi też być okrutny
(gdy— dosłownie — ciska Mańkę — w tej roli zmieniona nie do poznania za sprawą charakteryzacji i kostiumu Maria Meyer — "o miejski bruk") , a nawet groźny (kiedy zleca zabójstwo niewygodnego Boczka). Co jakiś czas jednak "kurlandzki baron" przypomina o swoim pochodzeniu — w finale "Maleńkiej..." wykonuje gest, który Tadeuszowi Iwińskiemu zapewnił trzecie miejsce w niechlubnym plebiscycie "Wysokich Obcasów", zatytułowanym po prostu
"Na chama". Kaczmarski w "Karierze" śpiewał "Kocha go moja piękna siostra" — i faktycznie, grająca Ninę Magdalena Szczerbowska — ucharakteryzowana na Grażynę Barszczewską
z serialu Rybkowskiego — jest śliczna. Ma wspaniały głos, świetnie tańczy (ukłony
dla choreografa — Henryka Konwińskiego), a każda jej "solówka" nagradzana jest brawami.
To, co robi z głoską "a" w słowie "ja" ("Kobieta zawsze czeka") oraz "kocham" ("Boli") jest
po prostu niesamowite. Tak więc głos i tzw. całokształt w pełni rekompensują pewne niedostatki gry aktorskiej. Pomysłowy jest świetny duet Mańki i Niny "To mi się wyśni" – mam nieodparte wrażenie, że oprócz rywalizacji o uczucie Nikodema pojawia się również rywalizacja o uwagę widzów... Pierwsze brawa dla Elżbiety Okupskiej (którą znałem z wykonywanych
w "Balladach kochanków i morderców" piosenek — "Czy mnie kochasz" i fenomenalnie zaśpiewanej "Klątwy Millhaven") były mocno spóźnione, bo dopiero po kapitalnie zaśpiewanej
i okraszonej brawurową choreografią "Piosence o kapralu". Potem było już tylko niezmiennie wywołujące ciarki "Tango z Dyzmą", które uświadomiło mi, jak niesamowitą osobowością sceniczną jest Pani Okupska. Na temat Chłopców z Łyskowa - przywodzących na myśl atmosferę rodem z "Boso, ale w ostrogach" Grzesiuka czy "Celiny" Stanisława Staszewskiego — napisano już chyba wszystko. Każda piosenka w ich wykonaniu nagradzana była owacjami
(ze szczególnym uwzględnieniem puenty "Un genialny") i nie wyobrażam sobie tego musicalu bez nich. "Wszystko się sprzedać da" było potencjalnym przebojem, ale dopiero na scenie naprawdę robi wrażenie — wystarczy kilka taktów i publiczność należy do Roberta Talarczyka. Nie dziwią więc brawa po zakończeniu piosenki. Kiedy codziennie słyszy się takie określenia, jak "monitorowanie mediów", "chęć wprowadzenia cenzury obyczajowej" czy "zawężanie przestrzeni wolności", trudno uwierzyć, że pisząc "Hispano-suizę" (z tekstem: "Stworzymy piękny kraj, /a co w nim piękne - /my będziemy decydować!") Wojciech Młynarski nie znał wyników zeszłorocznych wyborów... Opus magnum Marii Meyer w tym przedstawieniu to — oprócz "Piosenki Mańki" — powoli nabierające tempa "Zbóju, bandyto". Adam Baumann
ze swoim dwuczęściowym "Polska, kraj rolniczy" jest idealny w roli Kunickiego. Brawa należą się również Marianowi Florkowi - między innymi za systematyczne potwierdzanie tezy,
którą o Żorżu postawił Dyzma ("No, wariat to on jest..."), a także za finałowy "śmiech histerii
i pogardy".


Czy słowo "amerykański" nadal stanowi synonim profesjonalizmu? Nie wiem. Jeśli jednak
nie "amerykański", to "broadwayowski" na pewno. A więc "Dyzma — musical" jest broadwayowski — również w brzmieniu (najlepszym przykładem — "Uwertura"). Grany jest już od czterech lat (wszak nie co miesiąc), ale to bynajmniej nie oznacza monotonii. Przecież
po tak długim czasie można już tylko dopracowywać szczegóły i próbować zbliżyć się do ideału. Zawsze można coś inaczej powiedzieć czy zaśpiewać, zamienić kolejność słów lub w ogóle
z jakiegoś słowa zrezygnować. Jednak możliwość błędu istnieje — mam tu na myśli prawie niezauważalną pomyłkę Roberta Talarczyka. Tak więc każdy spektakl jest inny, a że teatr musi nadążać za pędzącą w coraz bardziej zawrotnym tempie rzeczywistością, to w "Gratulujemy" mamy bonus w postaci przysłowiowego "w papę" ("Trzeba tylko działać. Twardo! Po męsku!
I w papę!"), na co publiczność bezbłędnie reaguje. Nie będę ukrywał — cieszę się, że "Metro"
w końcu przestało być synonimem polskiego musicalu. Okazuje się, że można inaczej: zamiast laserów — białe, przyjemne, ciepłe światło, sączące się z kryształowych żyrandoli, miast podartych dżinsów — fraki, suknie wieczorowe i kolie, wreszcie miejsce miażdżących gitarowych riffów zajęła sekcja dęta. Po wysłuchaniu trzydziestu piosenek z chorzowskiego spektaklu widać wyraźnie miałkość osławionego przedsięwzięcia duetu Józefowicz & Stokłosa,
którego —nota bene — nigdy nie cenił np. Piotr Gruszczyński.


W książce Pani Jolanty Król, Barbara Ducka mówi: Dyrektor od początku nam powtarzał,
że w tym teatrze nie ma podziału na tańczących i śpiewających. Widz ma oglądać ludzi
i opowiadaną przez nich historię, a nie popisy poszczególnych osób.


Maria Meyer z kolei wyjaśnia, na czym polega fenomen "Rozrywki": (...) jesteśmy zespołem
i to zespołem w najlepszym tego słowa znaczeniu. Wszyscy razem pracujemy
nad przedstawieniem i wszystkim chodzi o to, żeby znowu dobrze wyszło. W naszym teatrze nie gra się "pod siebie", a to naprawdę wyjątkowe zjawisko w tym środowisku. To prawda —
w "Rozrywce" nie ma popisów — są występy. Nie ma tego, o czym Krystian Lupa pisał w swoim dzienniku — po każdym zwycięskim zagraniu sekunda (półtora sekundy, dwie sekundy... ) postpozy : "WIDZICIE?!!!". Nie ma lotu, który znaczy: Popatrzcie, jaki jestem wspaniały — kochajcie mnie — jestem tylko dla was - ale wy jesteście dla mnie — za chwilę będziecie tylko moi za sprawą mej magii.... Aktorzy nie robią nic, co mogłoby zburzyć iluzoryczność stworzonego na scenie świata. Nie ma — tak częstych w teatrach amatorskich — porozumiewawczych spojrzeń, uśmiechów czy szeptów. Nie ma Jędrusika, Szczerbowskiej
czy Talarczyka — są Dyzma, Nina i Krzepicki.


Na forum Teatru Rozrywki ktoś o pseudonimie "tejot" napisał: spektakl (...) chyba przerósł oczekiwania samych autorów. Racja— "Dyzma — musical" dawno nie był tak aktualny, jak teraz. Problem w tym, że nie ma się z czego śmiać...

(Tomasz Klauza, student kulturoznawstwa, Uniwersytet Śląski)